[blockstart:500]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
PRZEKLTA DOLINA
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

Bjarni podczas jednej ze swoich podry po Europie spotka swojego przyjaciela Sigurda.
Postanowi zatem, e w drodze powrotnej do Grenlandii podrzuci starego znajomego do jego zamku. Frank przysta na t propozycj, jednak zasugerowa wikingom may postuj w jednej z krain, ktra synie z niesamowitych wypiekw oraz trunkw.
Wszyscy doskonale wiedz, e jest to sabo Sigurda, dlatego Bjarni zgodzi si speni kaprys przyjaciela.

Na miejscu jednak podrnicy zastali obraz niczym ze zego snu.

<usericon:1,48,414>

Wszystko wydawao si zupenie niestabilne. Kraina, ktr Sigurd opisywa jako agodn i przyjemn przeraaa nawet najbardziej odwanych wojownikw.
Lasy zdaway si duo bardziej tajemnicze i mroczne, jakby zza kadego drzewa mia wyoni si nagle dziki zwierz lub niebezpieczny potwr. 
Gry zdaway si pon, a moczary gotowa. Nawet wybrzee byo podejrzane. Trawa, piasek, glina - to wszystko byo przesiknite czym nienaturalnym.

"Co si tutaj wydarzyo" - rzek niespokojnie Sigurd - "I to na pewno co zego..."

"Zapewne masz racj przyjacielu" - odrzek Bjarni - "Wiele w yciu widziaem, ale ta kraina wydaje si sama w sobie niczym krwioerczy potwr. Mam silne przeczucie, e nie spotka nas tutaj nic dobrego i a strach mnie paraliuje na myl o eksploracji tutejszego lasu..."

Sigurd niepewnym krokiem cofn si w stron brzegu, gdzie zacumowany by jego statek. 

"Jeszcze nigdy nie widziaem, aby Bjarni mia taki zmartwiony wyraz twarzy" - pomyla.

Z pewnoci obaj wojownicy nigdy nie zostaliby w takim miejscu bez powodu, jednak co nie dawao im spokoju.

"Tutejsza ludno..." - mrukn Bjarni - "Czy wszystko z nimi w porzdku? Moe powinnimy to sprawdzi?"

"M..mm..mmasz rac..cj...!" - zajka si Sigurd - "Ci-ci-ci biedni ludzie na-na pewno potrzebuj naszej pomocy!"

Bjarni widzia, e mwic to jego przyjaciel lini si, a jego oczy niemal przybray ksztat miodowych ciasteczek.

"Twj apetyt zawsze bierze gr nad zdrowym rozsdkiem czy nawet strachem..." - pomyla wiking - "Zrbmy to! Odszukajmy tutejszych ludzi i sprawdmy czy wszystko z nimi ok. Byle szybko! Na prawde czuj, e nie powinnimy zosta tutaj na dugo."

"A wic udaj si na wschd" - rzek Sigurd popychajc Bjarniego w stron lasu - "To tam mieszkaj frankowie"

"Ty te idziesz..." - ponuro umiechn si wiking dajc znak frankowi, by przesta si stopniowo wycofywa.

"Wiedziaem, e to powiesz..." - zamarudzi Sigurd - "No dobra, dobra... Bed tu za tob..."


Udaj si na wschd, odszukaj wiosk Frankw i upewnij si, e nie potrzebuj pomocy.

Uwaaj jednak! Ten las zdaje si wydawa pomruki niczym miech bestii, ktra ju zapaa ci w swoj puapk! Pod adnym pozorem nie spuszczaj gardy!"



~~ Made by Brainy ~~
[blockend:500]

[blockstart:501]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
DOBRA ROBOTA!
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

Od twojego przybycia do tej krainy las wydawa si mia ci prosto w twarz. Wydaje si jednak, e teraz miech usta na dobre.

Wasajce si po krainie gnomy znikny i wydaje si, e zostawiy po sobie klucz do Wowej Bramy.
Z jego pomoc moesz kontrolowa dowoln ilo woakw w ramach odpowiedniego trybutu.

<usericon:1,438,312>

Wyglda na to, e to ty bdziesz si mia ostatni.
[blockend:501]

[blockstart:502]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
WIOSKA FRANKW
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Jeszcze zanim przekroczylimy bramy miasta jedno byo jasne - jest le.

<usericon:1,310,310>

Miasteczko popado w ruin. Mieszkacy wygldaj na zmczonych i godnych. Na poniszczonych alejkach szaleje wiatr, ktry dmucha pyami kurzu prosto w oczy a przez gst mg jeszcze ciej o dobr widoczno.
Innymi sowy totalna katastrofa.

Udalimy si do zamku, aby zapyta lokaln wadz o wicej szczegw odnonie sytuacji w kraju, jednak komnaty wieciy pustk.

"Krla od dawna tutaj nie ma" - zaczepia nas jedna ze sucych - "Uda si na banicj i prawdopodobnie nigdy nie wrci. Wygladacie na podrnikw. Lepiej opcie to miejsce jeli wam ycie mie".

"Co spotkao t krain??" - zapyta kobiet Bjarni, jednak wida byo, e nie jest chtna do rozmowy.

Zreszt nie tylko ona. Ludzie mijali nas utrzymujc swego rodzaju dystans. Wreszcie jednen ze stranikw podszed do nas i rzek:

"Zabierajcie si std! To nie jest dobre miejsce dla poszukiwaczy przygd!" - byo to dosy pode powitanie, jednak w gosie mczyzny wyczu mona byo trosk - "Ostrzegalimy go, ale on si upar... Was czeka taki sam los!"

Sigurd wyglada jakby kto porazi go byskawic a Bjarni prbowa skupi si i wyapa jak najwicej istotnych informacji.

"Chodmy std lepiej Bajrni" - panikowa frank - "I tak nas tu nie chc, a wtpi, eby jeszcze mieli podzieli si z nami ciastkami..."

Bjarni jednak zdy ju wdroy si w dreszczyk caej sytuacji. Sigurd widzia, e nawet si nie zacignie go na statek, aby szybko odpyn.

"Zdajemy sobie spraw z tego, e jestemy w niebezpieczestwie odkd tylko postawilimy kotwic na tych ziemiach" - rzek spokojnie Bjarni - "Ryzykujemy wasnym yciem nie dla jak to nazwae "przygody" a dla tutejszych mieszkacw! Przyszlimy tutaj, aby wam pomc a nie zaspokoi ciekawo!"

Stranik spospnia. Oddali si kilka krokw po czym przysiad na ruinie muru.

"Ehhh... Dobrze..." - rzek w kocu - "Podejdcie na moment, ale tak eby nikt nie widzia, e tu z wami rozmawiam.
Do tych ziemi nikt si ju nie przyznaje, aden z okolicznych monowadcw nie chce si naraa na niebezpieczestwo, wic jestemy odcici od moliwoci handlu, dlatego gwnie cierpimy. Przyjmiemy kad pomoc, jednak najpierw musimy postawi na nogi spichlerz. Do tego potrzebujemy duej iloci kamienia, ale kady wydobyty std jest zbyt kruchy. Jeli przyszlicie z zachodu, to jestem przekonany, e moecie nam pomc. Jednak prosz was, nie wszcie tutaj za bardzo. Oni wszystko widz!"

Bjarni mimo wszystko naciska o wiksz ilo informacji.

"Ten czowiek, ktry szuka przygd.." - zacz - "Dokd si uda? Moe trzeba mu pomc?"

"Dla niego jest ju za pno!" - rzek przeraony stranik - "Oni ju go widzieli, o was pewnie te ju wiedz. Powinnicie std ucieka!"

"Dobrze, wystarczy..." - odpar Bjarni - "Sigurd, wracamy!"

"Do mojego zamku!?" - podekscytowa si frank.

"Po kamienie na spichlerz! Jeszcze zrobimy tutaj porzdek!"

Wpa frankom trybut 20 kamieni, a otworz przed tob swj spichlerz.

[blockend:502]

[blockstart:503]
Frankowie niechtnie, ale otorzyli swoje magazyny dla naszych kupcw. Przede wszystkim potrzebowali ubra oraz olejkw rytualnych.

Bjarni ju wczeniej przechadzajc si po wiosce zauway, e tutejsi ludzie specyficznie si zachowuj. Jakby przestrzegali jaki zasad.

"Mnie to wyglda na jak kltw" - rzek w kocu - "A jeli to kltwa, to na pewno jest sposb, aby j odczyni"

Bohaterowanie kolejny raz udali si do zamku, aby nakoni stranika do rozmowy.

"Odejdcie std!" - marudzi onierz - "To nie jest wasza sprawa!"

"Woda w waszych studiach jest zatruta, a zwierzyna wymiera od choroby. To przecie z daleka mierdzi kltw!"

Starnik nie mg duej tumi w sobie emocji. Powiedzia nam, e nie tylko caa kraina jest przeklta, ale wiosk dotkno to wyjtkowo.

"Na pnoc std mieszka pewien druid. Kawaek, za rzek. Ja... Ja... Nikt nie ma odwagi, aby si do niego uda, ale by moe on bdzie mg co na to poradzi. Tak dugo ju mieszka w lesie! Niemoliwe, e nie zna jakiej kontrmagii, aby sprzeciwi si tej kltwie"

<usericon:1,257,175>

"Rozumiem" - rzek Bjarni - "O nic si nie martw i zostaw to nam"

"I tak za duo ju wiecie, a oni maj ju was na oku... Jedyne co mog zrobi to yczy wam szczcia, bo nie zdoam was postrzyma"

"My na prawd tam pjdziemy?" - jkn Sigurd - "W gb lasu???"

Bjarni jednak ju by przy bramie.

"Zostaniesz w tyle Sigurdzie!"

"Dzikuj" - mrukn cicho stranik - "Na prawd uwaajcie na siebie...".

Odszukaj druida za rzk na pnocy.

[blockend:503]

[blockstart:504]
Dotarlimy do druida a on nie wiele mylc wpci nas do swojego labolatorium.

"Czekaem na was" - rzek tajemniczo - "Jestecie tu, aby zdj z wioski kltw gnomw prawda?"

Chocia sami nie bylimy co do tego pewni, przytaknlimy.

"Aby tego dokona bdziecie potrzebowa odrobin sprytu i odwagi"

"Przejdmy do rzeczy" - odpar Bjarni.

"O razu musz was ostrzec, e moja magia jest ograniczona i saba. Nie bde w stanie odczyni kltwy z caej krainy, bo to ju poza moim zasigiem. Mog ograniczy "ich" dziaanie, ale nie zniweczy".

"Rozumiemy. Wane, eby uly troch mieszkacom"

"Dobrzy z was ludzie" - rzek druid - "Zatem suchajcie. Gboko w lesie rosn rnego rodzaju magiczne zioa. Aby odczyni kltw z wioski potrzebuj 5 rnych kolorowych zi. atwo je rozpozna, poniewa rosn dosy gsto na otwartych polanach. Jedyne co musicie zrobi, to zebra do tego worka 5 rnych krzaczkw wraz z korzeniami"

Wtedy starzec wrczy Bjarniemu stary, zniszczony worek.

"Prosz was, abycie uwaali na siebie" - doda - "Tutejsze zwierzta s bardzo agresywne, a take woaki wyczuwajc ponur atmosfer lubi nachodzi te okolice".

"Czy co jeszcze?" - spyta Bjarni - "Spieszy si nam"

Wtedy z lasu rozleg si gony chichot.

"Tak. Uwaajcie na gnomy. One cay czas wszystko obserwuj".

"Bedziemy. Bd zdrw".

Kiedy odeszlimy od domu druida Sigurd dziwnie poblad.

"A ja nie wierz w adne gnomy. To tylko nasza wyobrania pata nam figle".


Wylij Bjarniego do 5-ciu rnych poletek kolorowych zi!

[blockend:504]

[blockstart:505]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
UDAO SI!
<font:$local$\fonts\font12.fnt>
Kiedy tylko Bjarni woy ostatni korzonek ziela do worka z lasu rozleg si rozpaczliwy pisk, ktry po chwili przerodzi si w kolejny chichot.

"Ten miech przyprawia mnie o dreszcze" - rzek Sigurd.

"Mnie te, ale to nie jest teraz wane. Spjrz w stron wioski frankw!"

Wszystko stao si jasne. Kltwa przestaa drastycznie dokucza wiosce. Woda znw nadawaa si do picia, a zwierzta cudownie ozdrowiay.

Mieszkacy byli w sidmym niebie.

"Jestecie tacy dzielni" - rzeka jedna z wieniaczek.

"Nazw swojego syna twoim imieniem!" - krzyczaa kolejna.

"Nie mog uwierzy, e s na wiecie jeszcze tacy dobrzy ludzie!"

Wieniacy byli przeszczliwi, jedynie stranik nie cieszy si w peni.

"Wygldasz jakbymy nadal mogli co dla ciebie zrobi" - zapyta w kocu Bjarni.

"Chodzi o krla..." - odpar - "Przez to, e otworzy tamt skrzyni kltwa dostaa si do wioski. Nie mg znie tego, e jest jedynym winnym wic uda si na banicj w poszukiwaniu spokoju na duchu. Jednak nikt go tutaj nie wini, brakuje nam go"

"Chcesz zatem, abymy go odszukali?" - spyta Sigurd.

"Wiem, e tylko wy zdoacie to zrobi. Bagam was! Sprowadcie krla do wioski!"

"Zostaw to nam" - rzek pewny siebie Bjarni.

"A co bdziemy niby z tego mieli?" - jkn Sigurd.

"Jak tylko wrcicie urzdzimy bankiet na wasz cze!" - krzyczli wieniacy.

"Z ciastkami?" - spyta frank, na ktrego twarzy pierwszy raz od pobytu w dolinie pojawi si jaki kolor - "I z plackami miodowymi?"

"Ruszamy, Sigurd, bo ci zosatwi" - krzykn Bjarni ju spod bramy wioski.

"Ju id, ju!"

Wyglada na to, e wreszcie i Sigurd nabra ochoty do naraania skry.

Odszukaj krla i nako go do powrotu na zamek.
[blockend:505]

[blockstart:506]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
KRL
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

Nasi bohaterowie po wielu perypetiach odnaleli krla w chronionych siln magi ruinach.

Nie musieli zbytnio wysila si, aby przekona go do powrotu, by on bowiem stskniony za swoimi poddanymi i zamkiem. Chia cieszy si razem ze swoim ludem z powodu zdjcia kltwy.

Wieczorem, kiedy wszyscy byli na zamku odbyo si huczne przyjcie. Nasi bohaterowie po raz kolejny udowodnili, e dadz sobie rad z kad mroczn si, ktra stanie na ich drodze.

Sigurd zjad wicej ciastek ni sam way a Bjarni zyska kolejnych dunikw i przyjaci.

Jedynie leny chichot wci byo mona usysze w gbi lasu, jednak nic on zupenie nie znaczy wobec piewu i muzyki, ktra od tego dnia coraz czciej towarzyszya ju wesoej wiosce frankw.

Odniose cakowite zwycistwo!
[blockend:506]

[blockstart:507]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
HATCHIE!?!?!
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

To co zobaczyli nasi bohaterowie po udaniu si w gb lasu przeszo ich najmielsze oczekiwania.

<usericon:1,416,226>

"Jak si tam dostae przyjacielu?"

"Bjarni?" - odpar saracen - "Czy to ty? Co za szczcie!"

Gos Hatchiego by wyjtkowo saby. Wyglada na to, e wytrzyma za murem o samych jagodach ju adnych par dni.

"Zupenie nie wiem co si stao" - rzek zasmucony - "Ta kraina a krzyczaa, ebym j odwiedzi, ale nie spodziewaem si takiego obrotu spraw. Frankowie ostrzegali mnie, ebym nie zapuszcza si w gb lasu, ale sami rozumiecie... Takie historie zwykle wymylane s eby chroni jakie bogactwa, czy nie?"

Byo pewnym, e Hatchie zosta przez kogo zamknity w maym skarbcu pord lasu. Saracen zapewne chcia go przeszuka, a wtedy kto zamkn go od zewntrz.

"Dabym sobie gow uci, e widziaem cie postaci, ktra to zrobia" - powiedzia stonowanym gosem - "Do tego syszaem ten miech... Ten sam, ktry towarzyszy mi odkd si tutaj tylko zjawiem"

"Niczego nie syszelimy. Prawda Bjarni" - Sigurd prbowa udawa odwanego i rozsdnie mylcego.

"Niewane" - odpar Bjarni - "Wytrzymaj jeszcze troch Hatchie! Wycigniemy ci jako stamtd!"

[blockend:507]

[blockstart:508]

<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
UDAO SI!
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

Tylko Sigurd by na tyle ciki, aby uruchomi mechanizm otwierajcy zamki w skarbcu, ktry wizi Hatchie'go.

Wyglda na to, e by to skarbiec tych podych wikingw, ale z jakich przyczyn i tak by zupenie pusty.

No trudno... Tym razem Hatchie za  bardzo si nie wzbogaci...

[blockend:508]

[blockstart:509]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
WROGOWIE!
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

"Zabierajcie si std!" - usyszelimy niezbyt mie krzyki bestialskich wikingw.

"To nasze ziemie! Nie oddamy ich jakim gnomom bez walki!"

Wioska na pnocy nie wydawaa si zbyt skonna do rozmw pokojowych, ale wzicie nas za gnomy oznaczao tylko jedno...

Totalne oburzenie Bjarniego oznaczao wojn!

[blockend:509]

[blockstart:510]
<font:$local$\fonts\fonthead16bld.fnt>
PORAKA!
<font:$local$\fonts\font12.fnt>

Jeden z kluczowych dla misji bohaterw zgin. Bez niego nie uda si ju zakoczy wyprawy powodzeniem...

<picture:$local$\graphics\Hero_Dead_F.pcx>

[blockend:510]


[blockstart:511]

Po wpaceniu frankom daniny w postaci ciastek otrzymalimy gotowych do walki wojownikw.

<usericon:1,231,336>

Tutaj kada odwana osoba przyda si do ochrony niewiast i dzieci!

Uyj wojownikw do ochrony wioski!

[blockend:511]

